2019 05 27 31 ZIEL SZK HYRNIACY 022019 05 27 31 ZIEL SZK HYRNIACY 27

Mimo że tegoroczna szkoła wiosenna stała raczej pod znakiem nisko zawieszonych nad Bieszczadami chmur, padającego deszczu i błota GRUPA HYRNIAKÓW zrealizowała prawie wszystkie swoje plany pokonując pieszo 50 kilometrów.

Hyrniak po bojkowsku znaczy człowiek gór i cała nasza grupa zasługuje na takie miano.


Już pierwszego dnia po przyjeździe ruszyliśmy na cerkwisko w Bukowcu. Odszukaliśmy stare nagrobki, podmurówkę cerkwi i miedzianą kopułę z jej dachu. Po drodze podziwialiśmy głęboką dolinę Solinki, nad którą położony był nasz ośrodek. Pierwszego wieczoru przy dźwiękach ukulele poznaliśmy Bieszczadzkie Anioły.

 

2019 05 27 31 ZIEL SZK HYRNIACY 21Drugi dzień rozpoczęliśmy słońcem, ale potem było różnie – deszcz, porywisty wiatr, słońce, a na szczycie Połoniny Wetlińskiej drobny grad. Było wspaniale, wszyscy bez marudzenia dotarli do schroniska – Chatka Puchatka. Po południu nie było czasu na odpoczynek. Pojechaliśmy do Zawozu, gdzie przez chwilę moczyliśmy nogi w Zalewie Solińskim, a potem po zasłużonych lodach ruszyliśmy na szlak, który pojawiał się i znikał. Mieliśmy trochę obaw, wędrując przez dziki las, ale raczej nie było szans na spotkanie niedźwiedzia, gdyż byliśmy głośną grupą.

2019 05 27 31 ZIEL SZK HYRNIACY 11

 

W środę rano ruszyliśmy do drewnianego kościółka w Górzance, aby obejrzeć rzeźbiony ikonostas. Dzięki uprzejmości proboszcza, ks. Piotra Bartnika, mogliśmy poznać historię tej dawnej cerkwi oraz wziąć do rąk ponad 300 letnią ikonę. Następnie dotarliśmy do Muzeum Bojków w Myczkowie, a potem na zaporę w Solinie. W słońcu podziwialiśmy widoki na Zalew Soliński, ale już przy padającym deszczu kupowaliśmy pamiątki. Po południu wędrowaliśmy ścieżką edukacyjną Otoczarnia nad Solinką. Udało nam się znaleźć 11 salamander plamistych (pierwszą znalazł Maks)!!!. Potem trochę przez przypadek dotarliśmy do miejscowości Terka, gdzie objadaliśmy się ukraińskimi krówkami :). Wieczorem uczyliśmy się trudnej sztuki wędrowania na wspólnych deskach, współpraca szła nam całkiem nieźle.

 

Ostatni dzień przywitał nas deszczem i niestety nasze plany trochę się pokrzyżowały. Z niewielkim opóźnieniem ruszyliśmy malowniczą ścieżką do Łopienki, w której posłuchaliśmy historii o dawnych odpustach, zwiedziliśmy cerkiew p.w. św. Paraskewi i odnaleźliśmy 300 letnią lipę. Potem ruszyliśmy mimo padającego deszczu w kierunku przełęczy Hyrcza, ale niestety zostaliśmy pokonani przez błoto do kostek i potok płynący pod naszymi nogami. Wieczorem bawiliśmy się przy ognisku.

 

W drodze powrotnej do Warszawy zwiedziliśmy Zamek w Baranowie Sandomierskim.