2018 02 28 kleksografia 002

2018 02 28 kleksografia 003Kleksografia polega na tym, że na arkuszu papieru robi się kilka dużych kleksów, po czym arkusz składa się na pół i kleksy rozmazują się po papierze, przybierając kształty rozmaitych figur, zwierząt i postaci.

 

Niekiedy z rozgniecionych kleksów powstają całe obrazki, do których dopisujemy odpowiednie historyjki, wymyślane przez pana Kleksa.

 

 

 

 

A oto efekty pracy uczniów

Jan J

Jan J 01OSTATNI LOT GIBI-GIBIEGO

Pewnego razu w białej Afryce żył sobie biały Murzyn. Nazywał się Gibi-Gibi
i bardzo lubił obserwować ptaki. Jego ulubionym był niebieski sęp z żółtymi łatami. Prawidłowo nazywał się JAJA LLÓHOL.

Ptak ten miał zwyczaj zrzucać łaty. Lecz miał jedną wadę. Potrafił, gdy się zdenerwował, zniszczyć całą planetę.

Taka przygoda spotkała Gibi-Gibi.

Oszalał na punkcje ptaka. Spytał raz ojca:

                 Czy mogę iść zobaczyć ptaki? Proszę, proszę, proszę... Dobrze?

                 Tak – odpowiedział tata.

Więc Gibi-Gibi poszedł do jaskini sępa.

W jaskini usłyszał trzepot skrzydeł. Tak się podekscytował, że wskoczył na grzbiet sępa i poleciał z nim hen, daleko.

Sęp zobaczył, że ktoś na nim siedział, więc nabrał powietrza i z jego dzioba ział ogień. To nie był zwykły ogień, lecz coś na kształt wodnej bomby, bowiem był niebieski.

Nagle planeta zaczęła się trząść i w pewnej chwili wybuchła.

Na szczęście sęp zdołał uciec z planety i uciec na inną planetę. Niestety Gibi-Gibi nie umiał oddychać w kosmosie, więc się udusił.


Jan M

KRYSZTAŁ

Jan M 01Pewnego dnia magik Dziudzio stworzył magiczny kryształ. Kryształ ten był fioletowy, ale mienił się wszystkimi kolorami tęczy. Dziudzio postanowił sprzedać go
w mieście. Gdy szedł ciemną uliczką w pewnej chwili poczuł lekkie szturchnięcie. Obejrzał się, ale nikogo nie zauważył. Po chwili doszedł na targ. Gdy podszedł
do jubilera, spostrzegł, że nie ma przy sobie kryształu. Zamarł. Pobiegł z powrotem
do ciemnej uliczki, ale zobaczył tylko starca, siedzącego na bruku i trzymającego się
za kostkę. Spróbował pomóc mu wstać. Udało się. Starzec powiedział:

                 Chłopcze, jak mam ci się odwdzięczyć?

                 Wyglądasz na mądrego. Czy wiesz, gdzie jest kryjówka złodziei w tym mieście?

Starzec odparł:

                 Wiem. W lesie, przy Słonym Strumieniu jest ciemna jaskinia. Tam ukrywają się bandyci.

                 Dziękuję, starcze. Bywaj. - Dziudzio odszedł w stronę lasu.

Gdy minął Słony Strumień, wszedł do jaskini. Zapalił pochodnię i rozejrzał się. Zobaczył stoliczek, krzesła i dziesięć hamaków. Usłyszał kroki od zewnątrz. Ukrył się w beczce. Do jaskini weszła cła banda. Herszt zakomenderował:

                 Znacie procedurę, chłopcy?

                 Tak! - Bandyci przeszukali całą jaskinię, ale beczek nie tknęli. Wysypali łupy
do kuferka. Wśród kosztowności magik zobaczył swój kryształ. Wyskoczył z beczki
i krzyknął:

                 Stójcie! To mój kryształ!

                 A my jesteśmy złodziejami. Ten kryształ nie ma żadnej wartości. Kert, rozwal go!

                 Nieeeeee!!! - krzyknął Dziudzio.

Nagle kryształ wybuchł.

Gdy magik ocknął się, bandyci leżeli martwi. Na ziemi leżały odłamki kryształu. Dziudzio zrozpaczony wrócił do domu.

KONIEC


Jzio 01Józio

MASZYNA MNOŻENIA

          Żył raz sobie człowiek o imieniu Rzodkiewka. Szedł sobie przez las, pogwizdując, i nagle!!!!! Zobaczył domek, drzwi tego domu były otwarte. Wszedł
i zobaczył maszynę; na jej górze widniał napis "Maszyna Mnożenia".

Rzodkiewka wszedł do niej i powiedział "mrożenie raz dwa”. Po chwili
z drugiej strony wyszedł następny pan Rzodkiewka.

Po chwili znowu Rzodkiewka powiedział „mrożenie razy osiem”. Wyszli następni ludzie - Rzodkiewki.

Mnożyły się Rzodkiewki i w końcu pierwszy Rzodkiewka powiedział "Podbijemy świat! Haaaaaa!!!".

Koniec


Krzysztof 01Krzysztof

BATMAN

Bardzo trudno jest mi orzec,

czy to ptak, czy nosorożec.

Jednakże nie wiem, czy to pająka,

czy Batmana.

Lecz jest to czarne, bure

i bardzo dziwaczne...

A nagle żółto-zielone

i ostre, oj, ostre.

A co to za plamki i kreski

Oj, dziwne to, dziwne.

Czy to czułki, czy to różki,

a może łapki lub nóżki.

Coś dziwnego, lekko szalonego

i straszne, oj, straszne.

Wygląda na, wygląda jak znaczek

Batmana, ale rogate.

I wreszcie niebieski, purpura

Oj, piękne, malutki, a kształt

jeszcze lepszy.


ucja 00aŁucja

PRZYGODY KROWY

Mieszkała sobie krowa

w mieście Pachołkowa,

wlazła raz do lasu

by narobić hałasu.

W lesie znalazła coś dziwnego

takiego poruszającego się i pełznącego.

Nagle przed nią pojawił się kleks

i wyszedł z niego pies,

zaraz przemienił się i był ropuchą

a ona mówi, że boli ją ucho

Nagle pojawiły się czarne czarownice

tak naprawdę wyglądały jak kocice.

Po drzewach skakały wiewiórki,

które wyglądały jak łapy i pazurki

A krowa sobie wyszła

i do lasu nigdy nie przyszła.


Mania 02Mania

KRASNOLUDKI

Ptaszki ćwierkają

a krasnoludki dyndają.

Nie wiedzą, jak kija użyć

ale wiedzą jak wszystko burzyć.

Nie wiem, czy to związek ma,

że ciągle mówią „pa!”.

Starają się książki kartkować

lecz wolą malować.

Zielony byk stara się im wytłumaczyć

że muszą zobaczyć

Czarnego smoka, lecącego na niebie,

ale one wolą stać w glebie.

Przyleciały do nich ćwierkające ptaszki

niestety krasnoludki właśnie jadły kaszki.

Chciały mieć charakter jak tańczące kaczki

lecz tylko przynosiły paczki.

Bardzo chcą być kolibrami,

ale umieją być tylko lekarzami.

Aż krasnoludki zasnęły

bo za głośno klasnęły

Chrapały, chrapały

a w końcu zmalały.


Nati 04Nati

KONIKI MORSKIE

          Pewnego dnia w morzu, dwa koniki morskie popłynęły sobie na spacer. Było to rodzeństwo: brat i jego starsza siostra.

W morzu było bardzo dużo dziwnych roślin. I właśnie wtedy, zza jednej takiej rośliny, wyskoczyły dwie krwiożercze wiewiórki. Gdy koniki to zobaczyły, zaczęły uciekać. Ale wkrótce się zmęczyły i, jak najszybciej mogły, podpłynęły do swojego domku i zaczęły rozmawiać o tym, co się stało.

Potem poszły poszukać tych wiewiórek, ale ich nie znalazły. Smok powiedział im, że wiewiórki już sobie poszły.

I wtedy nagle wyskoczyły fajerwerki i wszyscy mogli sobie spokojnie wrócić do swoich domków.

Koniec


Nela 03Nela

ZIELONA KRAINA

Był sobie kiedyś smok, który leciał nad chmurami, wesoło powarkując. Nagle zniżył lot i zaczął lecieć prosto w dół. Dopiero tuż nad stawem rozłożył skrzydła. Nagle smok zaczął szorować ogonem po wodzie.... i BACH! Zmienił się w motyla.

Rozpryskując wodę, poleciał na zieloną łąkę. Na łące otaczały go: zielone kropelki rosy, zielone liście, zielone kwiaty, zielona trawa, zielone pająki... a nawet zielone krowy!

Usiadł z wrażenia na wysokiej trawce. Zobaczył, że pani, dojąca zieloną krowę, ma zielone włosy! W dodatku niesie wiadro pełne zielonego mleka. Popatrzył na swoje skrzydła – też były zielone.

Nagle coś obok niego zamuczało tak, że spadł z trawki! Muuuu!

                 Witaj w zielonym świecie, gdzie śmieją się berbecie. A ptaszki śpiewają radośnie, siedząc na zielonej sośnie. Psy gołębie i świnie, biegają w zielonej krainie. Wielkie zielone kozy nie lubią Maripozy,

                 I tak dalej, i tak dalej – przerwał zielonej krowie motyl - To świetnie! - powiedział – bardzo się cieszę, to teraz pozdrowię jeże. Pa!


Nela 01Nela

CZAROWNICE

Piękne czarne czarownice

Śmiały się, obnażając swoje straszne lice.

Małe srebrne pająki

Tkały im czarne wątki.

Wielki czarny smok

Leciał, wytężając wzrok.

Śmieje się z śmiesznego kota,

Który zapomniał czarnego szerloka.

A biała czarownica

Za smokiem szybko kica.

Wielki żółty gęsior

Lubi się śmiać z hortensją.

A mały ptak śpiewa

Tak, że się trzęsą drzewa.

A wróżka tańczy.


Nikodem 01Niko

PAN IGANCY

Żył kiedyś ludź imieniem Igancy, który pochodził z kraju Karaganda. Igancy mieszkał w chińskim domku i miał trzy łódki: pierwszą normalną, drugą dziurawą
a trzeciej nie było. Więc wsiadł do tej czwartej i popłynął do Chin, ponieważ chciał zobaczyć tamtejsze domki. Ale zamiast do Chin, dopłynął na Jawę. Z Jawy przepłynął na Antarktydę, z Antarktydy do Buenos Aires, z Buenos Aires na Alaskę itd.

Po dwóch tysiącleciach wreszcie dopłynął do Chin. Zdębiał. To nie przypominało Chin, tylko Coruscant.

Kiedy wrócił do domu, pomyślał: „Chyba tylko ja mam chiński domek”.

Koniec


Wiktoria 03Wiktoria

PRZYJAŹŃ MAJKI I KARLOSA

Była sobie raz ufoludkówna o imieniu Majka, która mieszkała na planecie Umpcia Umpcia. Chciała bardzo zobaczyć życie na Ziemi i poznać jakiegoś przyjaciela,
ponieważ do tej pory nie miała żadnych przyjaciół.

Majka próbowała się z kimś poznać, ale nikt nie miał ochoty się z nią przyjaźnić, dlatego że na jej planecie wszyscy byli smutni i nie mieli pogody ducha,
a Majka była jedyna wesoła i szczęśliwa.

Postanowiła, że kupi statek i wyruszy w podróż na Ziemię. Poszła do sklepu
ze statkami i poprosiła o jeden statek, i zapytała, ile kosztuje. Pan sprzedawca powiedział markotnym głosem, że kosztuje 20 milipopsków, bo taka była waluta na ich planecie. Maja kupiła, i zapłaciła, i wyszła. Poszła do domu, żeby się spakować, a kiedy się spakowała, wrzuciła wszystko do statku.

Maja już była gotowa, więc wystartowała. Wreszcie doleciała na Ziemię. Ale nie wiedziała, gdzie wylądować, zobaczyła jakiś trawnik i tam wylądowała - obok domu słynnego siłacza Karlosa.

Karlos właśnie przygotowywał obiad i zobaczył przez okno coś dziwnego. Wybiegł
z domu, żeby zobaczyć, co to jest. Kiedy podszedł do statku, zobaczył w nim dziwną postać
i się bardzo wystraszył, a Maja też się przestraszyła. Maja wyszła z statku i się przedstawiła:

                 Cześć, nazywam się Majka i jestem mieszkańcem planety Umpcia Umpcia.

                 Cześć, a ja nazywam się Karlos i jestem siłaczem, i mam dwa króliki o imionach Alfred i Chrupcio.

                 To może zaprowadzisz mnie do swojego domu? – zaproponowała Maja.

                 Dobrze, chodź możesz u mnie zanocować.

                 Bardzo dziękuję – powiedziała Maja. Weszli do domu. Maja była pod wrażeniem wyglądu domu.

                 Może coś zjesz? – zaproponował Karlos.

                 Dobra.

                 Lubisz kopytka i zupę pomidorową? - zapytał Karlos.

                 A co to jest „kopytka i zupa pomidorowa”? - zapytała Maja.

                 To są takie kluski, a zupa to taki płyn z kluskami. To chcesz te kluski i zupę? - zapytał Karlos.

                 Tak – odpowiedziała Maja. Jedli tak razem i rozmawiali, aż Maja zapytała: - Czy możesz być moim przyjacielem?

                 Oczywiście! Tylko nie strasz mi królików – roześmiał się Karlos. - Bo króliki,
kiedy przyjechałaś, strasznie się bały.

                 Dobrze – i też się roześmiała. Potem poszli spać tak, że zasnęli jak kamienie
i chrapali jak wielki niedźwiedź.

I żyli długo i szczęśliwie, i w przyjaźni.

Koniec