Ostatnie wyjścia Obieżyświata upłynęły pod znakiem ekumenizmu – ruchu, który jednoczy różne wyznania chrześcijańskie. W grudniu byliśmy w Zborze Ewangelicko – Augsburskim, a teraz odwiedziliśmy dwie cerkwie: greckokatolicką i prawosławną.
             W sobotę rano stawiliśmy się przed jedyną cerkwią greckokatolicką w Warszawie, która mieści się przy ul. Miodowej. Od 1784 roku mieszkają tam oo. Bazylianie. O. Piotr, proboszcz parafii, wytłumaczył nam kim są grekokatolicy. To katolicy, którzy uznają zwierzchnictwo papieża, ale obrządek Mszy św., nabożeństw i wygląd kościoła mają jak wschodnie kościoły. Wierni w tych kościołach trzymają, złączone razem, trzy palce prawej ręki: kciuk, wskazujący i środkowy, a dwa pozostałe, czyli serdeczny i mały, przysunięte do dłoni, i tak się żegnają. Trzy palce symbolizują Trójcę świętą, a dwa palce: Chrystusa, który ma dwie natury- boską i ludzką. Prawosławni i katolicy wschodni wykonują ten znak od ramienia prawego do lewego. O. Piotr opowiedział o patronce kościoła: Bogurodzicy (bo tak kościoły wschodnie nazywają Matkę Boską) oraz o świętych Bazylim i Onufrym pustelniku.

Proboszcz pokazał nam także, jak wygląda prosfora, czyli taka nasza hostia. Jest to pieczywo z mąki, soli i zakwasu, którą wierni przyjmują podczas Eucharystii. Ma formę złożonych razem, okrągłych dwóch bułeczek z pieczęcią na górze. Cząstki zanurzone są w winie mszalnym i tak podawane są specjalną łyżeczką parafianom. Ojciec Piotr zaprosił nas do zakrystii, gdzie mogliśmy dotknąć szat liturgicznych oraz złotych koron, które zakładane są na głowy nowożeńcom podczas zaślubin. Otworzono także boczne drzwi, byśmy lepiej widzieli stół eucharystyczny. Jest to święte miejsce, za ikonostasem , do którego mogą wchodzić jedynie duchowni i osoby powołane.

Pożegnawszy się z O. Piotrem ruszyliśmy mostem przez Wisłę, na Pragę, do cerkwi prawosławnej pod wezwaniem św. Marii Magdaleny. W dolnym kościele, gdzie spotkaliśmy naszego księdza - przewodnika, pachniało kadzidłem. Żałowaliśmy, że przyszliśmy już po nabożeństwie. Nie mieliśmy okazji posłuchać śpiewów. W cerkwi nie można używać instrumentów muzycznych. Jedynym instrumentem, godnym wielbić Boga, jest głos ludzki. Zostaliśmy zaproszeni do głównego kościoła, gdzie bardzo duży, złocony ikonostas zajmuje całą ścianę. Wyobraźcie sobie kilka rzędów (od podłogi do wysokiego sufitu) obrazów Boga, Maryi Panny zwanej Bogarodzicą oraz świętych. Wierni w cerkwiach mają bardzo duży szacunek do Ikon- przedstawień Boga i Bogurodzicy. Ale Ikona jest także objawieniem Boga. Tworzenie Ikony jest modlitwą, stąd Ikonę się „pisze”, a nie „maluje”. Ojciec przewodnik pokazał nam prosforę, taką samą, jak w kościele greckokatolickim, tylko w górnej części, z pieczęcią, miała wycięty mały trójkącik. Dowiedzieliśmy się także, że od 1054 roku nic się nie zmieniło w obrządku wschodnim. Wtedy to kościół zachodni oddzielił się od wschodniego. W liturgii używany jest język staro – cerkiewno- słowiański. Nasza pani Jola, polonistka, na studiach uczyła się tego języka. A Pani Magda Pelc, która zna język ukraiński, próbowała przeczytać fragment z Księgi.
            Pożegnawszy się z księdzem przewodnikiem, ruszyliśmy dalej w Pragę, gdzie zakończyliśmy nasze obieżyświatowe
zwiedzanie w Muzeum Warszawskiej Pragi. Został tam wystawiony oryginał aktu „urodzenia” miasta Pragi, czyli Aktu lokacji Pragi (obecnie dzielnicy warszawskiej). 10 lutego, podpisał go król Władysław IV. Tylko było to 370 lat temu, w 1648 roku. ;)))
             Po wejściu do Muzeum oczom naszym ukazała się wielka makieta Pragi z XVIII wieku. Idąc zgodnie z osią czasu, obejrzeliśmy eksponaty oraz zdjęcia starej XVI wiecznej Pragi, aż do czasów współczesnych, gdzie na bazarach i w barach toczyło się życie, m.in. bazarze Różyckiego można było wszystko kupić, sprzedać, zamienić. Nie mieliśmy, niestety, okazji spróbować słynnych pyz z Różyca. Ale posileni frytkami , z zadowolonymi minami i głowami nabitymi nowymi słowami i wiadomościami, wróciliśmy do domów.
             Czekamy na następne spotkanie Obieżyświata. Tym razem w wyjątkowo widzimy się w niedzielę. I to nie byle jaką, bo Niedzielę Palmową. Chcemy uczestniczyć w Łowiczu we Mszy św. oraz zobaczyć konkurs na najwyższą i najładniejszą palmę.