jastrzebia grajaca galeria koncowa 004Na zielonej szkole w Jastrzębiej Górze byliśmy Grupą Turystyczno-Grającą i mieliśmy dwa podstawowe założenia: dużo chodzić i dużo grać. Chodziliśmy: po plażach, po nadbrzeżnych lasach, po wydmach i (najmniej chętnie) wzdłuż szosy. Graliśmy: w piłkę na boisku, w ringo na plaży, w badmintona na wietrze, w karty, planszówki i inne tzw. gry towarzyskie w świetlicy naszego ośrodka, na gitarach przy ognisku i w pokoju. A poniżej trochę konkretnych wspomnień.

poniedziałek

Rozlokowujemy się w pokojach, odpoczywamy po podróży, po czym idziemy przywitać się z morzem. Dzieci z dużym entuzjazmem wybiegają naprzeciw falom.jastrzebia grajaca w tekscie 001 Skaczemy, robimy zdjęcia i od razu pierwszy konkurs plażowy – kto najdalej rzuci ringo? Wygrywa Witek a w następnych dniach będzie bardzo dużo zaplanowanych lub zaimprowizowanych konkurencji, których zwycięzcy będą dostawać drobne nagródki oraz punkty w tabeli wyników (gwoli ścisłości: pierwszy konkurs odbył się w zasadzie jeszcze w trakcie zbiórki przed ośrodkiem i polegał na rzucie butem z huśtawki, wygrał go Franek S.). Idziemy kawałek wzdłuż plaży i wychodzimy z powrotem na klif w poszukiwaniu pomnika „Gwiazda Północy”, najdalej na północ wysuniętego punktu polskiego wybrzeża. Znajdujemy bez trudu pomnik a potem bardzo przyjemny niebieski szlak wiodący ładnymi lasami wzdłuż klifu. Wracamy na obiadokolację.

Podczas pierwszych zajęć układamy szybko regulamin pracy w grupie, po czym przystępujemy do pierwszej z zaplanowanych gier: dzielimy się na sześć trzyosobowych stolików i uczymy się grać w karciane 3-5-8. Większość rozgrywki ma się odbyć następnego dnia, ale kilka rozdań udaje się zrobić już pierwszego wieczora.

Na zakończenie dnia jesteśmy umówieni w pokoju Witka i Jeremiego na podsumowanie i wieczorne śpiewanie. Zainteresowanie tą formą spędzania czasu okazuje się duże, Witek przywiózł gitarę, Emilka przygotowała specjalne śpiewniki, dla każdego jest też przygotowany przez pana Krzysztofa śpiewnik z piosenkami, które będziemy poznawać podczas zielonej szkoły – zaczynamy od bitelsowskiego „Help”, które będzie nam towarzyszyć przez cały wyjazd. Siedzimy i śpiewamy do grubo po godzinie 22, czym ściągamy na siebie słuszny gniew opiekunów grup młodszych (cisza nocna).

wtorek

Wczesne śniadanie i nieco nerwowy wyjazd – spieszymy się na Hel, bo towarzysząca nam w podróży grupa „Tupot białych mew” musi zdążyć na umówione zajęcia. Nasz harmonogram jest znacznie luźniejszy: idziemy do lasu i szukamy pozostałości militarnych na cyplu. Sporo zabawy dostarcza nam kluczenie w bunkrach pomiędzy niemieckimi stanowiskami ogniowymi, jastrzebia grajaca w tekscie 002potem odbywa się wojna szyszkowa, bawimy się świetnie w wyjątkowo urokliwym lesie aż do feralnego wypadku Poli, jastrzebia grajaca w tekscie 003 który na szczęście okazał się nie mieć konsekwencji, ale wyglądał groźnie. Bacznie obserwując stan naszej poszkodowanej, powoli przesuwamy się ku latarni morskiej, na którą decyduje się wspiąć około połowa grupy (piękny widok na cały cypel). Spod latarni idziemy najbliższą drogą ku plaży, gdzie odpoczywamy i bawimy się. Pani Agnieszka zabiera potem do lokalnego lekarza Polę i Emilkę, która postanowiła towarzyszyć koleżance, a reszta grupy z panem Krzysztofem idzie coraz dzikszą plażą (większość grupy uznała ją potem za zdecydowanie najfajniejszy kawałek plaży, jaki widzieliśmy) w kierunku Juraty. Niestety na tak daleki spacer czasu nie mamy, choć Kajtek z Bartkiem wyraźnie mieli na niego zakusy, bo minęli zejście numer 64, którym planowaliśmy wrócić do Helu i niemal zniknęli nam z oczu – kolejne zejście z plaży znajduje się dopiero kilkanaście kilometrów dalej właśnie w Juracie. Szymonowi O. udaje się ich jednak dopędzić i zawrócić. Mijając kolejne pozostałości militarne wracamy do miasta akurat na czas, żeby zdążyć na busa do Władysławowa. Stamtąd odbiera nas (i dziewczyny z grupy Aquamarine) nasz autokar i udajemy się na późny obiad.

Popołudnie wypełnia nam gra w 3-5-8, zaś wieczorem gramy całą grupą mecz piłkarski, który jest niezwykle zacięty i kończy się kolejną kontuzją: tym razem pan Krzysztof spadł Jeremiemu na dłoń, w trakcie gdy Jasmina dzielnie strzelała gola (w związku z czym niektórzy twierdzą, że gol jest nieważny). Na zakończenie dnia ponownie zbieramy się w pokoju u chłopaków na śpiewanie, tym razem pilnie bacząc, by nie przekroczyć ciszy nocnej.

środa

Jeszcze przed śniadaniem reprezentanci Grupy Grającej w postaci Wiktorii i pana Krzysztofa grają trochę w badmintona (następnego dnia do gry stawi się również Szymon O., ale wiatr generalnie nie sprzyja badmintonistom).

Początkowe plany na ten dzień zakładały wycieczkę do grot w Mechowie, ale poprzedniego dnia okazało się, że nie mamy ochoty znowu wsiadać do autokaru i wolimy pozostać w odległości pieszej od ośrodka. Tym razem więc bez pośpiechu udajemy się na wycieczkę pieszą: Lisi Jar, zejście na kamienisty odcinek plaży, przejście obok placu budowy („remont opaski brzegowej w Rozewiu”), wejście z powrotem na górę kolejnym malowniczym jarem, minięcie latarni morskiej, której niektórzy wygrażają pięścią (zwłaszcza Krzyś Burchard, któremu latarnia wyjątkowo przeszkadzała spać w nocy), a następnie poszukiwanie piaszczystej plaży. Poszukiwanie to nieco się przeciąga, bo ze względu na wspomniany wyżej remont nie wszystkie przejścia na plażę są otwarte, musimy wyjść aż do szosy, potem przegapiamy jedno miejsce, gdzie należało skręcić, w końcu idący przodem Kajtek sygnalizuje odnalezienie drogi do plaży. Docieramy tam dość znużeni marszem, więc z przyjemnością oddajemy się plażowemu nieróbstwu urozmaiconemu grą w ringo, do której dołącza coraz więcej osób (przy okazji kolejna konkurencja, w której wygrywa tym razem Ola). Ogłaszamy też konkurs na zbudowanie jak najwyższej budowli z piasku, pojawiają się jednak techniczne trudności w rozstrzygnięciu go, ponieważ budowle mają zbliżoną wysokość, a narzędzia pomiaru (patyk i drugi patyk) są niedoskonałe. Kategorią samą dla siebie jest Franek K., który usypuje coś w rodzaju góry Fudżi i wymyśla dla niej specjalną legendę o zakopanym tam złocie. Kiedy czas zaczyna poganiać, idziemy z powrotem plażą ku Rozewiu i docieramy do placu budowy od drugiej strony. Odnajdujemy tam przeoczone wcześniej przejście (piękny wąwóz!) i wracamy do szosy, którą idziemy następnie aż do Jastrzębiej i ośrodka.

Środowe popołudnie miało upłynąć nam na grze w bilard, niestety wbrew obietnicom pan z ośrodka sprzętu nie naprawił i nie mogliśmy skorzystać. Zamiast tego gramy w inne gry: szóstoklasiści wciągają się w specjalną wersję domina zwaną „Mexican Train”, część czwartaków gra w „Cytadelę” (wygrywa Bartek), a inni stająi wraz z panią Agnieszką i panem Krzysztofem do gry w „Kolejkę”, gdzie pan Krzysztof minimalnie szybciej od Szymona K. gromadzi wymagane produkty z różnych sklepów i wygrywa grę.

Jeszcze przed kolacją pani Agnieszka załatwia ognisko na wieczór a pan Krzysztof i większość grupy idzie na boisko rozegrać kolejny mecz, jastrzebia grajaca w tekscie 004który tym razem spontanicznie okazuje się być meczem na bosaka (kilka osób co prawda gra w skarpetkach). Są kolejne kontuzje, ale szybko mijają, za to zapał do gry zdaje się być niewyczerpany a późniejszy brud na stopach  niezmywalny; czarną stopę pana Krzysztofa uwieczniła Patrycja na jednym ze zdjęć . W przerwie meczu odbywa się konkurs strzałów na pustą bramkę, który wygrywa Basia.

Tego wieczora udaje się nam dotrzeć na przedstawienie grupy teatralnej a prosto po nim robimy ognisko jastrzebia grajaca w tekscie 005, przy którym siedzimy dość długo i śpiewamy („Help” wychodzi coraz lepiej). Niestety w ognisku nie bierze udział walczący z chorobą Maciek, który idzie spać – dzięki temu następnego dnia będzie znowu w formie, żeby skakać po wydmach! Gdy my wstajemy od ogniska, w położonej obok wiacie układa się do snu grupa survivalowa pani Ewy i pana Filipa; będą spać na świeżym powietrzu.

czwartek

Na ten dzień przewidziany jest wyjazd wszystkich grup z klas 4-6 do Słowińskiego Parku Narodowego. Większość osób była tam już dwa lata temu, ale wtedy wszystko było inaczej, szczególnie pogoda, która wówczas była BARDZO ZŁA, a w tym roku dopisuje wręcz niesamowicie. Płyniemy statkiem przez jezioro Łebsko, włazimy na wydmy i turlamy się z nich po wielokroć, idziemy potem długo plażą (część naszej grupy wraz z częścią Tupotu tworzy wyraźną ariergardę i nawet tracimy z oczu pozostałych, którzy jakoś dziwnie szybko pognali do przodu…) jastrzebia grajaca w tekscie 006, zwiedzamy jeszcze wyrzutnię rakiet i z powrotem statkiem. Droga autokarem z Łeby do Jastrzębiej dłuży się niepomiernie i sporo osób zasypia.

Po obiedzie chcemy symbolicznie zakończyć naszą zieloną szkołę tak, jak ją rozpoczęliśmy – na plaży. Już bez żadnych planów spacerowych schodzimy najbliższym zejściem, tym razem w towarzystwie pani Izy i małego Marcinka i siedzimy na plaży aż do kolacji. Nie obywa się jednak bez ostatniego konkursu, który wymyślił i sprawnie zorganizował Józek, a mianowicie skoku w dal. jastrzebia grajaca w tekscie 007Witek i Jasmina okazują się bezkonkurencyjni, na pocieszenie Józek wygrywa w kategorii klas czwartych.

 

Po kolacji okazuje się, że nie może obyć się bez jeszcze jednego meczu, tym razem mieszamy składy z innymi grupami, ale w meczu Wojtek Hajdukiewicz kontra reszta świata dość zdecydowanie wygrywa Wojtek. Po meczu gromadzimy się całą grupą na boisku na krótkie podsumowanie i rozdanie nagród dla tych którzy zebrali najwięcej punktów w tabeli wyników – byli to: Witek, Emilka, Józek i Kajtek oraz Ola i Wiktoria. Ogólna potrzeba doprowadza do tego, że późnym wieczorem, ok. 22.30, spotykamy się na jeszcze jedno śpiewanie, w tym samym miejscu, gdzie dzień wcześniej mieliśmy ognisko. Wracamy do pokojów bardzo późno, prawie o północy.

Nazajutrz właściwie już po wszystkim. Czeka nas jeszcze długa droga powrotna a w jej trakcie zwiedzanie bardzo interesujących ruin zamku krzyżackiego w Radzyniu Chełmińskim.

W ubraniu, bagażu i włosach, a pewnie najbardziej we wspomnieniach wieziemy do domu piasek z plaży. Sporo wspomnień ostało się też na zdjęciach, zatem na koniec – owoce różnych plażowych sesji zdjęciowych i garść innych fotografii, które będą nam przypominać zieloną szkołę w Jastrzębiej Górze.