W środę 23 maja z klasą 4M przystąpiliśmy do prac wykopaliskowych na boisku sąsiadującej z nami szkoły podstawowej. Do podjęcia się tego zadania pchnęła nas ciekawość: pragnienie obejrzenia w całości metalowego przedmiotu,  którego fragment wystawał z ziemi, w rogu placu zabaw.

               Plan wykopalisk opracowaliśmy w czasie sprzątania otoczenia szkoły przez grupę uczniów z klasy 4M, którzy w ten sposób – sprzątając – chcieli zadośćuczynić za swój niefortunny wybryk. Rozpoczęliśmy od  zgromadzenia odpowiednich narzędzi:  szpadli, saperek, taśmy zabezpieczającej miejsce zdarzenia. Wreszcie – uzgodniliśmy termin rozpoczęcia wykopalisk tak, aby zdarzenie utrzymać w tajemnicy. Spodziewaliśmy się cennych znalezisk i ustaliliśmy zasady podziału skarbów pomiędzy Krzyśka B., Józka, Piotrka, Michała, Maćka i p. dyrektor.

               W środę 23 maja udaliśmy się na boisko: ekipa wykopaliskowa wyposażona w szpadel, saperkę, motyczkę i przyrząd o nieznanej nazwie, służący do pielęgnacji ścieżek w ogródkach. Towarzyszyła nam liczna grupa obserwatorów-sceptyków, którzy szczelnie otoczyli miejsce zdarzenia.

               Kopali, przy użyciu zgromadzonych narzędzi, Józek, Maciek, Piotrek, Michał i Krzysiek B. Poldek i Jenny zabezpieczali teren, trzymając biało-czerwoną taśmę. Dziewczyny starannie przeszukiwały ziemię, wyrzucaną z powiększającego się dołu. Niestety, w piasku znajdowały się tylko kawałki szkła i betonu. Najciekawsze znaleziska to zardzewiały gwóźdź i kawałek drewna o przenikliwym zapachu… starej chaty? kolejowego podkładu? muzealnej izby? Znaleziska przypadły w udziale Krzyśkowi B., który kopał najstaranniej, bez chwili wytchnienia.

               Na pierwszą przeszkodę natknęliśmy się po wykopaniu dołu o głębokości ½ metra: bryła betonu, przylegającego do rury, uniemożliwiała dalszeZdj cie0512 kopanie. Przerwaliśmy pracę, aby się naradzić: kopać dalej? zasypać dół i pograć w piłkę? poszukać innej rury do wykopania? poprosić o pomoc robotników remontujących szkołę? Po burzy mózgów, w której uczestniczyli wszyscy zgromadzeni wokół dołu zdecydowaliśmy: kopiemy dalej. Poszerzyliśmy dół, a chłopcy dysponujący narzędziami – z determinacją próbowali rozbić bryłę betonu. Udało się! Myśleliśmy, że to już koniec, że ukarze się już jakieś dno… Tymczasem ukazał się ciąg dalszy… rury.  Próbowaliśmy ją wyciągnąć – ani drgnęła. Bezradni, staliśmy nad dołem, z którego wystawała potężna, przerdzewiała rura, zakopana kilkadziesiąt lat wcześniej… Zdecydowaliśmy, że czas poprosić o pomoc fachowców. Wkrótce przybyli z pomocą dwaj robotnicy, uzbrojeni w łopaty i potężne łomy. W mgnieniu oka pogłębili dół o metr i poszerzyli na tyle, że zmieścił się w nim dorosły mężczyzna. Jednak żaden z robotników nie był w stanie wyciągnąć rury – ani drgnęła, kiedy mężczyźni próbowali poruszyć ją łomami. Przy okazji wyjaśnili nam, ze to z pewnością nie jest rura kanalizacyjna, że jest gdzieś głęboko zaczepiona wąsami. Do czego służyła? Może był w niej zamocowany drewniany maszt?

               Po bezskutecznych próbach wyciągnięcia rury łomami robotnicy zdecydowali się na użycie większej siły: przyprowadzili samochód, przywiązali rurę do auta i ruszyli. Silnik zawył, koła kręciły się w miejscu, rura ani drgnęła. Jęk zawodu wydobył się z kilkunastu Zdj cie0511gardeł. Już nie wyciągniemy tego złomu! żałowali chłopcy. Jednak duch walki udzielił się i dorosłym – wkrótce panowie przynieśli ze sto metrów przedłużacza i piłę elektryczną. Nie bez trudu odcięli kawał rury – choć skorodowana, wciąż była … nieugięta. Podziękowaliśmy za pomoc oklaskami. Wszyscy ustawili się w kolejce do zdjęć z kawałkiem rury, tymczasem dziewczyny starannie zakopały wielki dół i wielką część rury, która już na zawsze pozostanie w ziemi… Owoc naszych prac wykopaliskowych – kawał rury z artystycznie powyginanym jednym końcem – złożyliśmy w szkolnym garażu. Taka maskotka w klasie byłaby może oryginalna, ale rzucanie jej z rąk do rąk mogłoby się skończyć..., lepiej nie mówić czym.

               Wykopaliska skończone, ale tajemnica została. Nie znamy odpowiedzi na pytanie, czy rura była częścią masztu, który znajdował się w tej części boiska szkolnego? Czy może to fragment systemu wentylacyjnego jakiegoś pomieszczenia, znajdującego się głęboko pod ziemią? W końcu szkołę nr 157 zbudowano w latach stalinowskich, w dzielnicy zamieszkiwanej wówczas przez pracowników UB i MSW…

               Chyba trzeba będzie kopać znowu. Tym razem przygotujemy butelkę z listem od nas do tych, którzy będą tu kopać za pięćdziesiąt lat: pewnie się ucieszą, jak zobaczą nasze zdjęcie z kawałkiem rury, na boisku mokotowskiej szkoły, w piękny majowy dzień 2013 roku…

Zdj cie0529a