TurbaczNiesłabnąca aktywność Klubu Ojca z 4M zaowocowała trzydniowym wyjazdem w Gorce w połowie maja. Był to nasz czwarty popiątkowy wyjazd z dziećmi. Tym razem, dzięki przychylności władz naszej szkoły, trwał on trzy dni. Ustalony zawczasu termin nie gwarantował pogody, ale za to zapewnił 100% frekwencją ojców i dzieci z naszej klasy, uzupełnioną o trzech braci z klas młodszych. Obecność chłopców z klas młodszych spowodowała równowagę liczebną pomiędzy chłopcami a dziewczętami.

 

Oficjalne rozpoczęcie wycieczki nastąpiło w sobotę o ósmej rano pod dworcem w Krakowie, gdzie spotkały się grupa „Sów” nocująca w Krakowie z grupą „Skowronków” wyjeżdżających z Warszawy o 4:35 rano. Na dobre połączyliśmy się w ciągu dnia w górach, kiedy dotarli do nas ci, którzy zaspali na poranny pociąg.

 

Część turystyczną zaczęliśmy w Rabce Zdrój, przy lekko mżącym deszczu, który jednak nie stanowił dla nas żadnej przeszkody. Po krótkim przeszkoleniu z zasad obowiązujących na górskich szlakach, które wygłosił najbardziej doświadczony turystycznie ojciec, ruszyliśmy z plecakami na grzbietach Głównym Szlakiem Beskidzkim w stronę Starych Wierchów. Obficie padające deszcze sprawiły, że na naszej drodze dużo było miejsc śliskich i błotnistych. Prawdziwą niespodzianką stały się dla nas liczne zwalone drzewa, które powaliła szalejąca dwa dni wcześniej wichura. Jednak żadne z tych przeszkód nie osłabiły naszego morale. Dzielni młodzi piechurzy bez strachu pokonywali wzniesienia, błotniste kałuże oraz powalone stuletnie jodły, a ich ojcom nie pozostawało nic innego, jak podążać w ślad za nimi. W ten sposób zgodnie z planem dotarliśmy do schroniska na Starych Wierchach, gdzie czekał na nas w pełni zasłużony obiad podany w porze kolacji.

Kolejny dzień powitał nas cieńszą warstwą chmur, przez którą wkrótce przebiło się słońce, dzięki czemu łatwiejsza była wczesna pobudka. Po śniadaniu zeszliśmy do Obidowej, skąd pojechaliśmy na mszę świętą do Klikuszowej, aby następnie wrócić w to samo miejsce i rozpocząć wycieczkę, której celem było zdobycie najwyższego szczyt Gorców: Turbacza. Nasza dzielna uczniowsko – ojcowska ekipa uczyniła to zgodnie z planem, czyli bardzo sprawnie. Po drodze pokonywaliśmy raz po raz zwalone drzewa, jak również pokazaliśmy naszym dzieciom, co może się stać, kiedy nie przestrzega się jednej z zasad wspólnego marszu, czyli utrzymywania kontaktu wzrokowego pomiędzy pierwszym i ostatnim uczestnikiem wycieczki.
Wytrwały marsz został nagrodzony widokiem na ośnieżone Tatry, jak również małym conieco spożytym w schronisku na Turbaczu, gdyż jak powszechnie wiadomo, samymi widokami człowiek się nie wyżywi. Pozostało nam jeszcze zejście głównym grzbietem Gorców przez Obidowiec na Stare Wierchy, połączone, jak już zapewne się domyślacie, z pokonywaniem kolejnych zwalonych drzew. Część uczestników naszego wyjazdu zaczęła podejrzewać organizatora wycieczki o spowodowanie tych szkód dla zapewnienia odpowiedniej ilości atrakcji. Wreszcie, zmęczeni i zadowoleni, dotarliśmy do schroniska, gdzie znów czekała na nas obiadokolacja.

W poniedziałek pozwoliliśmy sobie na późne śniadanie o ósmej rano, po którym nastąpiło pakowanie i wymarsz w kierunku Poręby Wielkiej, wsi, z której pochodził najznakomitszy syn Gorców – Władysław Orkan. Na sam koniec, kiedy wielu z nas myślami zasiadło już w wygodnych fotelach autobusu, nasz nieoceniony ojciec organizator zafundował nam niebywale strome zejście, które niektórym z piechurów na długo wyryło się w pamięć. Wszyscy szczęśliwie dotarliśmy jednak do celu. W kolejnym środku lokomocji, tj. pociągu spółki PKP Intercity, po raz kolejny przekonaliśmy się, jak ważne jest dzielenie się talentami. Faktem jest, że jedno z dzieci zapomniało legitymacji szkolnej, a inne nie miało jej podstemplowanej, co w oczach funkcjonariuszy kolejowych stanowi niebywałe przestępstwo. A jednak jeden z ojców skutecznie przekonał konduktora, aby odstąpił od wymierzenia kar przewidzianych w regulaminie, co było wyczynem nie lada! I tak oto, wraz z wjazdem pociągu na dworzec w Warszawie kolejny ojcowski na wyjazd dobiegł końca.

Filip Sikorski