11 maja w  Lasach Chojnowskich koło Żabieńca odbył się Rodzinny Bieg na Orientację. Głównym organizatorem była w tym roku pani Magda Pelc. Baza biegu została założona w dużej wiacie na polanie Zimne Doły, od rana tliło się tam już ognisko a kiełbaski  i inne przysmaki czekały na uczestników biegu. Tymczasem  w okolicznych lasach zostały o świcie rozłożone punkty, których odnalezienie było głównych zadaniem uczestników zabawy. Punkty zostały zaznaczone na mapkach a w bezpośredniej bliskości każdego punktu  – w ściółce, wśród gałęzi albo po drugiej stronie drzewa – ukryte było dodatkowo pytanie, na które odpowiedź mogła poprawić ostateczny wynik.

Pierwsze drużyny zaczęły się pojawiać na starcie zaraz po godz. 10.00.  Najpierw przybyły sprzymierzone rodziny Huberta Michalczyka i Stasia Kołodzieja z klasy 1ma – dostali mapy i ruszyli w teren! Potem kolejne drużyny pojawiały się na starcie, łącznie wystartowało 10 drużyn, liczących od trzech do pięciu osób.

Przeciętny czas przemierzenia trasy wynosił około dwóch godzin, choć niektórzy byli szybsi… (na zdjęciach można zobaczyć, jak zwycięska drużyna autentycznie biegnie). Rodziny mające w składzie dziecko poniżej siedmiu lat miały warunki preferencyjne: do zaliczenia trasy wystarczyło im znalezienie sześciu (z ośmiu) punktów. W takich dwóch kategoriach zostały też przyznane nagrody:

I miejsce dla państwa Dobrowolskich (Marysia i Zosia z tatą oraz psem Toską)

I miejsce dla drużyny z dzieckiem do lat 7 dla państwa Cichockich (Stefan  z rodzicami i młodszą siostrą… i też z psem!)

Kolejne miejsca zajęli:

II – Hubert Michalczyk i Staś Kołodziej z ojcami

II - (do lat 7) – państwo Suchoccy wspomagani przez Janka Novaka-Zemplińskiego

III – Emilka i Julka Pest z mamą

III - (do lat 7) – pani Jola Bidzińska z rodziną

 

Po zakończonym biegu wszyscy posilali się daniami ciepłymi (z ogniska) i zimnymi – ale nie był to jeszcze koniec zabaw. Uczeń naszego gimnazjum Kacper Michalski zorganizował dla dzieci slalom między drzewami, w którym najszybszy okazał się Jaś Suchocki przed Zosią Dobrowolską i Julianem Kasprzykiem (dodatkowo ścigały się najmłodsze dzieci, tam najszybsza była Matylda Zając).

Ponadto na wysoko położonej gałęzi pobliskiego drzewa od rana wisiał tajemniczy kosz… Plotka głosiła, że jest on wypełniony słodyczami (w rzeczywistości okazało się, że oprócz słodyczy były tam dwa kokosy), a miał on paść łupem tego, kto najdokładniej wyliczy, na jakiej wysokości jest on zawieszony. Okazało się to zadaniem niełatwym, przewidywania wahały się od 5 metrów do ponad dziesięciu. Trzy osoby były bardzo blisko, zwyciężyła pani Dorota Cichocka, według której kosz wisiał na wysokości 715 cm (organizatorzy wyliczyli 713), o jeden centymetr przed Jankiem  Novakiem, który z kolei niedoszacowań i obstawił 710 cm. Ostatecznie zawartość kosza i tak została w dużej mierze rozdzielona między wszystkich obecnych…

Około godziny piętnastej zaczęliśmy się rozchodzić do domu, grupa organizacyjna została, żeby posprzątać bazę i zebrać punkty z lasu, po czym zadowoleni wróciliśmy do domów.