wycieczka klas 4M i 4T Szlakiem Piastowskim

2017 09 20 22 jesienne 4Mi4T piastowski 002Oblężeniem Mysiej Wieży w Kruszwicy rozpoczęła się trzydniowa wycieczka klas 4M i 4T Szlakiem Piastowskim.
Trzydzieści pięć par małych, ale sprawnych nóg szybko pokonało ponad sto dwadzieścia drewnianych stopni wiodących na szczyt budowli, skąd rozciągał się bajeczny widok na Jezioro Gopło i… Cukrownię Kruszwica. W tym roku na wieży dokuczały nam paskudne owady i nieprzyjemny zapach.  Spod ruin zamku malowniczymi i krętymi drogami dotarliśmy do Strzelna, gdzie zadumaliśmy się nad ludzkimi cnotami i przywarami (uwiecznionymi w kamieniu), niektórzy wznieśli (poparte drobnym finansowym zadatkiem) prośby do Św. Prokopa „o dobrego chłopa”, Wszyscy wyjechaliśmy w dalszą drogę bogatsi o wiedzę na temat głównych cech i elementów architektury romańskiej. Późnym popołudniem dotarliśmy do Ośrodka Relaks w Oćwiece, gdzie przywitały nas biegające po terenie świnie chińskie.

2017 09 20 22 jesienne 4Mi4T piastowski 050
Drugi dzień wyprawy spędziliśmy w okolicach Biskupina. Uczestniczyliśmy w Festynie Archeologicznym „Bogowie Wojny” mieliśmy szansę zobaczyć, usłyszeć, poczuć, a nawet posmakować tego, jak żyli ludzie wiele setek lat temu.  Rozpalaliśmy ogień za pomocą krzesiwa, dowiedzieliśmy się jak wykonywano groty z krzemienia. Rekonstrukcję osady biskupińskiej podziwialiśmy zarówno z wody, jak i z lądu, a nawet z okien kolejki 2017 09 20 22 jesienne 4Mi4T piastowski 032wąskotorowej, która zawiozła nas aż do Wenecji. Tu jednak czekał na nas nie Pałac Dożów, ale Zamek Diabła Weneckiego Tomasza Nałęcza (w naszych szeregach znanego pod pseudonimem „To Nasza Tęcza”). Zwiedziwszy też w sposób bardzo interaktywny lokalne muzeum kolejki wąskotorowej, ruszyliśmy z powrotem do Oćwieki, gdzie nocowaliśmy.


2017 09 20 22 jesienne 4Mi4T piastowski 092Ostatnie chwile na Szlaku Piastów spędziliśmy w Gnieźnie. Poznaliśmy sekrety podziemi Katedry Gnieźnieńskiej, dowiedzieliśmy się w której z kaplic straszy, a która otwarta jest tylko w Walentynki, Obejrzeliśmy, a nawet przeszliśmy przez  Drzwi Gnieźnieńskie. Sami również namalowaliśmy nawet dwie pary drzwi poznając przy tym żywot Św. Wojciecha. Do Warszawy dojechaliśmy w komplecie, bez obrażeń ani uszczerbku na zdrowiu, za to z bagażem ciekawych doświadczeń, wiedzy, wesołych i słonecznych wspomnień… oraz pamiątek. Warto było wyruszyć.